Aug 6, 2012

Cork w Dublinie

W sobotę wieczorem wróciłyśmy z Martą z naszej wycieczki do Dublina. Nie muszę chyba pisać, że było fajnie? :) Narobiłyśmy sobie mnóstwo zdjęć z Howth i Malahide :) Oczywiście są do zobaczenia poniżej. Samo spotkanie z bratem i jego dziewczyną sprawiło, że poczułam się prawie jak w domu w miejscu, w którym byłam pierwszy raz. Nie wiem czy to dlatego, że mimo, iż widzimy się rzadko to łączy nas jakaś więź? Do kompletu brakowało Grzesia, który też się zjawił i jeszcze poszedł z Nami na wieczorny melanż (przez melanż rozumiem wyprawę do The Living Room w centrum Dublina). Alkohol w takich ilościach normalnie nie służy tam nikomu, ale co to dla spragnionej piątki Polaków :P Los chciał, żebym poznała też uroczego Grzesia (nie tego naszego :D) więc wieczór urozmaiciła jeszcze jedna osoba :) Grześ z Grzesiem od razu się dogadali, więc atmosfera była luźna :)) Ogólnie bardzo pozytywnie minął piątek (mimo oczywiście pewnych kwestii xd), a sobotni poranek upłynął pod znakiem kaca, choć nie był tak groźny, jakiego można by się spodziewać po wypiciu ponad 6 piw. Głowa lekko bolała, za to żołądek odmawiał posłuszeństwa, ale w końcu koło godziny 14;30 odżyłam i bylam zdatna do dalszej egzystencji. Wybraliśmy się z bratem i Martą na Howth (google.) gdzie zeszliśmy między klifami na tymczasową plażę (kiedy nie ma przypływu xd) i pochodziliśmy po skałach. Pogoda dopisywała, osłonięta z każdej strony przed wiatrem oaza i świecące słońce.. Czego chcieć więcej? Gdyby nie fakt, że plaża była kamienista, pewnie moczylibyśmy tyłki w wodzie. Z powrotem do góry już nie było tak miło jak w dół. Trochę się napociliśmy :D Ale był to pozytywny wysiłek. Po powrocie do domku obiadek i wyjazd do Dublin Centre na Bus Station.. Podróż do Dublina zajęła kierowcy 4h 20 minut natomiast innemu kierowcy podróż z Dublina do Cork zajęła 3h. No cóż, niektóre sprawy nie przestają mnie zadziwiać. Drugą ciekawostką jest fakt, że nadal dogadujemy się z Martą mimo, że dość często się spotykamy i mamy obie coś z psychiką :D A może to właśnie dlatego? Nie wiem, uznałam, że dobrze mieć taką ostoję w kimś tutaj, na pewno żaden obcokrajowiec nie zaspokoiłby tak moich psychicznych potrzeb jak rozmowa po polsku z kimś takim. Nie wiem czy mnie rozumiecie?

Parę zdjęć z wyprawy do Dublina.
Zmęczona bardzo średniej jakości podróżą do Dublina i jeszcze po niezbyt zdrowym obiedzie.



 To już zejście na tą plażę, o której pisałam wyżej





 Ciężko było się wdrapać, Marta niestety nie ujęła odległości (i wysokosci) jaka nas dzieliła :)




A tu już przed powrotem do domu :P Różne dymki można by pod to podpiąć, ale nasza ulubiona z Martą to;
'-Masz tu sosy i masz coś ugotować
- Ojeeej i co ja teraz zrobię!'



...I tym miłym akcentem kończymy.

P.s. Czas schudnąć. Nie mam tu wagi, więc ciężko ją kontrolować, ale sama czuję się coraz gorzej od tego jedzenia, tak więc dni robocze będą upływać pod znakiem 'detox', a dwa tygodnie w Polsce (to juz w środę) będą niczym powrót do diety na kamienie. Jak najwięcej białka jak najmniej tych innych... No i chodzenie przez tydzien po górach będzie akcją 'wielkie ujędrnianie' haha :P No zobaczymy co i jak, nie martwcie się, nie zniszczę tego wszystkiego co już osiągnęłam, choć niektórzy pewnie bardzo by tego chcieli :)

No comments:

Post a Comment