Jul 10, 2012

Pierwsze dni z życia Au Pair..

,,Witaj drogi Czytelniku (nie liczę, że więcej niż jedna osoba tutaj zagląda) !

Dziś powolutku dobiega końca mój pierwszy dzień w Irlandii. Przyleciałam wczoraj około 21, trochę rozmawaliśmy, zjedliśmy kolację i od rana zaczynał się jeszcze jeden dzień luzu - od jutra już pracujemy pełną parą. Hostka zaczyna pracę w niedzielę na rano, do poludnia, więc tym samym ja rano muszę wstać :) Ale nie ma tego złego - piątki i soboty są moimi dniami wolnymi, chyba, że zdarzy się jakiś wypadek, że bedzie trzeba weekend przesiedzieć. Dostalam już zapłatę z góry. Czy to znaczy, że i ufa?
Rano zjedliśmy z dzieciakami śniadanko i już od rana zafascynowane były grami na PS2, wiec wlasciwie nic prócz siedzeni obok i czytania ksiazki nie musiałam robić. Zobaczymy co będzie, jak zostaną ze mną zupełnie sam na sam. Mam nadzieję, że sprostam wiecznie żywym dzieciom pełnym energii i chęci do życia.

Dzisiaj była też w odwiedzina au pairka z Wloch, mieszkająca parę domów dalej. Wyciągnęła mnie na ostatnie zajęcia z angielskiego w bibliotece w centrum Cork, więc czemu nie. Ani trochę nie stresowałam się przy rozmowie z nią, a niektóre słowa obie zastępowałyśmy gestami i jakoś szło. Trochę długo zajmuje Nam ta rozmowa, o nie nawijamy jak rasowi Irlandczycy, których w sumie nikt nie do końca rozumie, mówimy do siebie dość wolno i dosadnie, jednak u każdej z dzisiaj poznanych osób daje się wyczuć akcent związany z pochodzeniem danej osoby. Zaskoczyła mnie bardzo poznana dziś Brazylijka w moim wieku. Ma śliczne, czarne, gęste, długe loki i mówi po angielsku naprawdę bardzo dobrze (porównując ze mną i sąsiednią au pair). Poznałam rówież Au Pair z Hiszpanii i wybrałyśmy się wspólnie na mały obiad, którego sobie odmówiłam, no bo już w pierwszy dzień nie będę trwonić pieniędzy, które przecież chcę zarobić, a wydawanie 10 euro na zupę, którą w domu mam za darmo jest lekko mówiąc absurdalne. Jednak nowo poznane koleżanki idą na żywioł, więc już wkrótce obchodziłyśmy z dziesięć sklepów, na których witrynach widniał napis 'Sale!!!'. Była to przymusowa sytuacja, by używać języka, ale nie miałam pojęci, że takie intensywne zastanawianie się co powiedzieć, żeby miało to rece i nogi - jest takie męczące - zwlaszcza biorąc pod uwagę, że kurs trwał dwie godziny i polega on głównie na mówieniu i słuchaniu - na szczęście Irlandka go prowadząca bardzo dobrze wiedziała z kim a do czynienia, więc nie była jakaś niemiła, wręcz przeciwnie - kipiało od niej serdecznością i chęcią pomocy - bardzo przypadła mi do gustu i załuję, że mogę spotkać się z nią dopiero we wrześniu (o ile będę chciała, choc kurs jest darmowy, więc pewnie będę chciała).





Bardzo chciałabym już rozumieć wszystko i wszystkich, mówić nie myśląc wcześniej jak to ubrać, jakiego czasu użyć, choć muszę przyznać, że ani na kursie z ust prowadzącej, ani w sklepach nie słysząłam zbyt rozwiniętych zdań, złożonych wielokrotnie - używa się często passive czyli strony biernej, ale łatwo da się to zrozumieć, jesli ktokolwiek miał z tym styczność. Generalnie duża większość porozumiewa się podstawowymi czasami i raczej w poważaniu ma to, czy jest to poprawnie a raczej liczy się to, że druga osoba go rozumie. Niestety Nasz system edukacji obecnie nie mieści się w żadnych standardach, nawet tych najniższych, więc pobyt tutaj traktuję jako jedną z szans na nadrobienie straconego czasuz językiem. Tak więc prawdopodobnie czeka mnie płatny kurs. Nie dużo, bo podobno 30e za miesiąc. Odbywa się codzienie, ale niewiadomo, czy są jeszcze miejsca. Jesli tak, to byloby genialne.
Dowiedziałam się też, że w okolicy od nieawna mieszka też inna Au Pair z Polski, więc będzie okazja do spotkania i może równiez przekonam ją, żeby zabrała się na ten kurs ze mną - zawsze to raźniej - może nie tym samm autobusem, ale zawsze na jeden i ten sam kurs, no i odezwać się jest do kogo.



Na dziś to będzie wszystko. Wkrótce podzielę się z Tobą, drogi czytelniku zdjęciami z pobytu, jak na razie jakości telefonowej. Niestety nie zakupilam upragnionej cyfrówki, więc zdana jestem na razie na telefon, ale jak widać na załączonym obrazku, może nie będzie tak źle? Zdjęcie z telefonu w samolocie linii Wizzair w kierunku Cork. Oczywiście nad chmurkami 
Trzymajcie się i do przeczytania."

No comments:

Post a Comment